Hyosung Aquila GV 125C – Pożegnanie

wyroznionesiodlo

Kiedy pierwszy raz siadałem za kierownicą Hyosunga Aquila GV 125 C, byłem tak podekscytowany, jak moi koledzy ze szkoły, podczas oglądania Pameli w  pierwszym Słonecznym patrolu. (Przypomnę tylko, że kupując Hyo, ujeżdżaliśmy dużo mniejszego chińskiego Rometa Soft Chopper, to maszynka również z silnikiem 125ccm.) Wielki (jak na 125ccm), potężny cruiser, grube lagi, szerokie siodło, spora lampa przednia. Ładne zegary, pokazujące, że można połączyć ciekłokrystaliczny wyświetlacz z tradycyjnym wyglądem zegarów motocykla klasycznego. Satyna na silniku, świetnie grająca z czernią baku i błotników. Wielki chromowany tłumik. I to mruczenie, małej, ale jednak V-ki (silnika w układzie V).

Motocykl zrobił na nas ogromne wrażenie – jakość, rozmiar, ale też – jak się okazało z czasem – komfort jazdy. Tak naprawdę, to właśnie Aquila pokazała nam co to jest turystyka motocyklowa. Po pierwsze, duże = wygodne. Po drugie, do Aquili można było dokupić kilka akcesoriów, które tak naprawdę poprawiły możliwości transportowe i podróżnicze. Dokupiliśmy zatem stelaże sakiew i sakwy, oparcie z bagażnikiem (Plecaczek zachwycony), szybę. Zamontowałem również gniazdo zapalniczki umożliwiające ładowanie nawigacji, czy telefonu podczas jazdy.

Hyo zabrało nas na wycieczki małe i duże. Często pomagało dojeżdżać do pracy, ale też w owej pracy się poruszać. Sprawnie przemieszczać się po mieście.

To właśnie ta podróznicza dzielność, sprawiła, że zdecydowaliśmy  się na spędzenie wakacji w siodle. Razem z Plecaczkiem, przejechaliśmy w 9 dni ponad 2500 km, przejechaliśmy wschód Polski praktycznie z samego południa na samą północ. Ruszyliśmy z Krakowa i dotarliśmy przez Kazimierz Dolny, Mazury aż na Hel. A w drodze powrotnej zajrzeliśmy jeszcze do Torunia. A potem to już prosto do domku, czyli ponad 400 km jednym ciągiem, włączając niezły kawałek autostrady. Aaaaa, jeszcze obskoczyliśmy Diabelski Kamień w Bisztynku :). Innym razem zawiozła nas do Zakopanego, kilka razy do Wrocławia, były góry większe i mniejsze. Przeżyliśmy z nią (i na niej) oberwanie chmury, wielkie burze, uślizgi na rondach. Zawsze dawała radę. Nigdy nawet nie pokręciła nosem.

Zaraziła nas chęcią, żądzą podróży. Sprawiła, że chcemy więcej, chcemy dalej. Jeżdżąc naszą stodwudziestkąpiątką, mieliśmy wrażenie, że przełamujemy pewne bariery. Nasze ograniczenia, „strachy” i blokady w głowie, ale także bariery myślenia właścicieli motocyklów o większym litrażu. Aquilka zawsze pokazywała, że da radę.

Dlaczego to wszystko piszę? Dlatego, że Aquili nie ma już nami.

Niestety, po długich naradach, debatach i długim i głębokim zastanawianiu się, podjęliśmy decyzję, że Hyo trafi do innego jeźdźca. Tak też się stało.

Pewnie, że następne motocykle będą fajne, pewnie, że będą ładne. Też zabiorą nas w fajne miejsca. Na pewno będziemy zadowoleni. Ale mam wrażenie, że będą to juz po prostu motocykle, po prostu następne.

P.S. Idzie nowe….

 

 

 

2 Comments

  1. Paweł

    „Pewnie, że następne motocykle będą fajne, pewnie, że będą ładne. Też zabiorą nas w fajne miejsca. Na pewno będziemy zadowoleni. Ale mam wrażenie, że będą to juz po prostu motocykle, po prostu następne.”

    Picu, picu.. Motocykl to nie puszka, zawsze skradnie serce 🙂

    Reply
    1. riderrider (Post author)

      Oj tam, oj tam. Z Aquilką, to była magia 🙂 A że chcemy dalej i więcej, to czas na zmiany. Sam wiesz najlepiej 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *