Prawo jazdy kat. A – mam to!!!

Udało się!!!! Mam kat. A

Długo mnie na blogu nie było, a pewnie na naszej Aquilce nie siedziałem jeszcze dłużej. Wszystko to spowodowane było w dużej mierze przez przyjęte postanowienie – kończę po kolei rzeczy rozpoczęte i zaniechane.

Zacząłem więc od zamknięcia tematu uprawnień do prowadzenia pełnej gamy jednośladów, czyli od prawa jazdy kat. A.

Czytelnicy MnC.pl trafili pewnie kiedyś na wzmiankę o moich motocyklowych historiach, wiedzą więc pewnie też, że zanim pojawiła się ustawa dająca możliwość poruszania się motocyklami o pojemności do 125 ccm (skrót myślowy, są jeszcze inne obwarowania) ukończyłem kurs na prawo jazdy, nie zdecydowałem się jednak podejść do egzaminu. W między czasie ustawodawcy dali nam wspaniały prezent – i jeżdżąc na 125 ccm – zaniechałem tematu zdawania na długo.

Ale po kolei:

Do kursu na prawo jazdy podszedłem, mając już na karku kilka tysięcy kilometrów nabitych na skuterze 50 ccm (plus zestaw tuning 😉 ), całkiem zielony w jeździe w ruchu drogowym nie byłem, ale trzeba przyznać, że na sprzęcie z biegami siedziałem lat temu pewnie z 15 i była to motorynka pony rometa. Kurs robiłem w roku 2012 (jeżeli dobrze pamiętam), testy teoretyczne i manewry na placu wyglądały zupełnie inaczej, a motocyklem egzaminacyjnym była Yamaha YBR 250 ccm. Kurs ukończyłem, uczył mnie motocyklista-pasjonat, więc poza standardowymi sprawami, pokazał również sporo „myków” itp. Był przy tym bezwzględny – więc jeżeli coś szło mi za dobrze, dokładał dodatkowe trudności. I tak pod koniec kursu czułem się świetnie przygotowany do egzaminu, ale też mocno poprawiłem technikę jazdy w ruchu drogowym.

2Brak czasu na przygotowanie do części teoretycznej odsunął plany podejścia do egzaminu, zdecydowałem, że spróbuję w następnym sezonie. Niestety, jak się okazało – zasady egzaminu uległy zmianie, a ja dość mocno rozsiadłem się na 125 ccm 🙂 .

Sprawy zmieniły się w zeszłym roku – turystykowanie moto spodobało nam się tak bardzo, że zapragnęliśmy zwiedzać na dwóch kółkach inne kraje. Niestety, nie wszędzie wprowadzono tak liberalne zasady dotyczące stodwudziestekpiątek na kat. B. Np. na Słowacji, mając kat. B można poruszać się na 125 ccm z automatyczną skrzynią biegów – aquila zatem w naszej sytuacji odpada. Fakt ten, oraz postanowienie o którym wspomniałem na początku zmotywowały mnie do działania.

Pierwszym krokiem, który musiałem zrobić, aby w ogóle zbliżyć się do tematu, było przygotowanie do egzaminu teoretycznego. Niestety, jest moja pięta achillesowa. Nie wiem z czego dokładnie wynika mój problem, ale „testy” zawsze przyprawiały mnie o lęki pierwotne 🙂 . Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, że sporo się w temacie pozmieniało od 2012 roku. Testy wyglądają inaczej, zawierają pytania oparte o krótkie filmy, są też różnie punktowane, ale przede wszystkim jest ich teraz znacznie więcej. Na szczęście pojawiły się portale, które pozwalają na naukę i rozwiązywanie testów zgodnych (a właściwie wyglądających identycznie) jak te w ośrodkach egzaminacyjnych. Wybrałem portal: www.prawo-jazdy-360.pl . Za niewielką opłatą można działać z testami, potwierdzam – jest to dokładnie to co na państwowym egzaminie.Polecam! Nie powiem, ile dokładnie przesiedziałem przed komputerem dziobiąc pytania testowe 🙂 Nie było łatwo, oj nie 🙂

Drugim krokiem była kompletacja dokumentów. Okazało się, że w międzyczasie wprowadzono coś takiego jak Profil Kandydata na Kierowcę. Wszystkie informacje tutaj: http://info-car.pl/infocar/profil-kierowcy/dla-kierowcy.html

Aby taki profil założyć, musiałem udać się z zaświadczeniem o ukończeniu kursu, oraz badaniami lekarskimi do właściwego Urzędu Miasta. Na całe szczęście, dokumenty wydane w 2012 były ważne i udało mi się je odnaleźć. Profil wydawany jest od ręki. Z profilem udałem się do Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego celem umówienia się na egzamin teoretyczny. Okazało się, że nie ma jeszcze podanych wolnych terminów na egzamin teoretyczny, ale miła pani z informacji poradziła mi, żebym założył konto na portalu: http://info-car.pl , co pozwoli mi na umawianie się na egzaminy przez internet. Potwierdzam – działa! Polecam!1

Śledząc grafik na portalu, trafiłem na dogodny termin (13 kwietnia) – zapisałem się i uiściłem  wymaganą opłatę (30 zł plus opłata za płatność elektroniczną). Stawiłem się o określonej godzinie w MORD w Krakowie i wraz z grupą zestresowanych zdających podszedłem do egzaminu. Wyszedłem z sali jako drugi – mając egzamin teoretyczny już z głowy! Hurra! Naprawdę polecam: www.prawo-jazdy-360.pl !!!

Następnym etapem było przygotowanie się do części praktycznej. Okazało się, że szkoła, z usług której korzystałem w 2012, nie prowadzi już kat. A. Pozostało szukać czegoś innego. Po drobnych perturbacjach, trafiłem w końcu do instruktora Andrzeja. W 2012 na egzaminie praktycznym losowało się kilka z wszystkich wymaganych manewrów, a przede wszystkim manewry były inne, wg. mnie łatwiejsze. Aktualnie musimy wykonać wszystkie wymagane manewry. Do tego w 2012 zdawało się na 250 ccm, teraz jeździ się i zdaje na Suzuki Gladius 650 ccm. Łatwo nie było. Mam już za sobą kilka sezonów na Hyosungu, który jest typowym cruiserem z nisko położonym środkiem ciężkości, na którym siedzi się w sposób luźny z nogami do przodu. Gladius to typowy naked – nogi mamy tu podciągnięte pod tyłek, siedzimy w miarę prosto opierając się jednak trochę na rękach,  czuć też że środek ciężkości jest wyżej. Pozycja i sposób jazdy, kompletnie inny niż na crusierze. Do tego maszyna ciężka. Wszystkie te aspekty, zmusiły mnie do odstawienia Aquili w garażu – niestety, jak pojeździłem Hyo, miałem od razu regres w jeździe na Gladiusie.

Jak podejrzewałem – na mieście, czyli w ruchu drogowym żadnych problemów nie było. Zdecydowanie gorzej było z manewrami na placu.

Bezproblemowo robiłem slalom wolny, omijanie przeszkody, hamowanie awaryjne. Musiałem nauczyć się slalomu szybkiego, ale pomimo tego, że mój poziom był nierówny do samego egzaminu (zdarzało mi się nie uzyskać wymaganej średniej prędkości, albo zbić słupek), bardziej bałem się manewru ósemki. To na ósemce zdarzyło mi się wywalić maszynę robiąc przewrót w przód 🙂 I to nie raz, ani dwa 🙂 . Ogólnie mówiąc – nie udało mi się zdać ani raz czegoś na kształt egzaminu wewnętrznego. W sumie to zastanawiałem się po co ja w ogóle idę na ten egzamin :). Instruktor Andrzej na szczęście wierzył w moje siły :).

Na egzamin zapisałem się również przez internet, 3 lipca na godzinę 11:30. Koszt egzaminu praktycznego to 180 zł, plus opłata za płatność elektroniczną 🙂 Warto przed egzaminem rozjeździć się na placu – dzięki za radę Paweł 🙂 – tak też zrobiłem.

Ponownie stawiłem się w ośrodku o wyznaczonej godzinie. O 11:40 miałem już wydany kask z interkomem, kamizelkę odblaskową i posprawdzany osprzęt własny (czy kurtka ma protektory, nakolanniki itp.). O 11:45 rozpocząłem egzamin… zakończony SUKCESEM!!!

img_20170413_094732773-01Co prawda nie bezbłędnie, ale jednak – egzamin zaliczony, zdany!!! Dzień był gorący, tak więc mokry jak po kąpieli z uśmiechem na twarz całą i papierem potwierdzającym wynik pozytywny egzaminu opuściłem Małopolski Ośrodek Ruchu Drogowego, zwany w skrócie MORDem 🙂

3 Comments

  1. Paweł

    Bardzo, bardzo się cieszę (z resztą wiesz) z Twojego sukcesu! Dobrze że dałeś info o http://www.prawo-jazdy-360.pl, to świetny portal, który najpierw mnie a potem Kasi pomógł zdać teorię :). Twoja zdana kat. A ma jeszcze jedną ważną zaletę, wreszcie będziesz miał czas zająć się blogiem, bo go srogo zaniedbałeś :). Pozdrawiam Was serdecznie!

    Reply
    1. riderrider (Post author)

      Zaniedbałem, niestety 🙁 To trochę tak, że nie jeżdżę to nie piszę – jeżdżenie mnie napędza 🙂 Kasia już po teorii? Gratuluję! Wspaniale! Jak maszyna się spisuje? Polataliscie coś więcej?

      Reply
      1. Paweł

        Latam ile się tylko da :), „Błękitny Grom” sprawuje się wyśmienicie, cudowny motocykl 🙂 Pozdrawiam!

        Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *