Wielka Wakacyjna Wyprawa – 2500 km na 125-tce, część 3 – Hel, Toruń i powrót do domku

torwyr

Hel.

Podróż na Hel rozpoczęliśmy z samego rana po śniadaniu. Szybkie pakowanie i w drogę. Pogoda o poranku była w miarę, a przed południem już w ogóle się rozpogodziło i było słonecznie.

Woda przyjęta podczas podróży na Mazury załatwiła nam wtyczkę ładowarki do nawigacji. Pomimo prób reanimacji, nie udało mi się ożywić ładowarki, więc już do Pasłęka nawigowaliśmy telefonem. Teraz odeszło to wszystko w niepamięć. Piękne pogoda i finał nad Bałtykiem, co może być lepszego.

Po drodze, zahaczyliśmy jeszcze o miejscowość Bisztynek, aby pozbyć się pecha mojego ŻonoPlecaczka. W Bisztynku znajduje się Diabelski Kamień, według legendy ciśnięty tam przez samego Pana Piekieł, w nerwach, albo w zemście, kilkukrotne obejście kamienia powoduje odczynienie uroku i pozbycie się pecha. Zobaczymy, zobaczymy…

moto-01

w końcu pogoda

img_20160720_175250829-01

Bisztynek i odczynianie

motosmig-01

Słońce, Słońce, Słońce

 

 

 

 

 

Pierwsze utrudnienia na trasie zaczęły się przed Gdańskiem, na remontowanych drogach – wahadła, mnóstwo ciężarówek. Gdańsk przejechaliśmy szybciutko. Dalej Gdynia. Większe kłopoty pojawiły się w Pucku. Na trasie zdarzył się wypadek, co spowodowało kolosalne korki. Część objechaliśmy inna trasą, przez część przepychałem się pomiędzy samochodami. Niestety na tzw. Szeryfów nie ma szans. On nie jedzie, więc ja też nie jadę. Koniec. Kropka. I ta szczera życzliwość z oczu bijąca. Ehh. Na szczęście trafiła się Dobra Dusza i Szeryfa również objechałem. Od Władysławowa, zasadniczo, jechałem już środkiem, pomiędzy samochodami. Dopiero po wyjechaniu na półwysep nieco się uspokoiło. Odnośnie Szeryfów, to w drodze powrotnej opowiem Wam jak działa karma. Ale to już później.

 

img_20160721_134550759_hdr-01

Dotarliśmy na Hel

img_20160721_170856127-01

Bałtyk

img_20160723_151159186-01

Takie cudo znaleźliśmy

img_20160722_170058511-01

Hel

dsc04708-01

Hel

dsc04743-01

Niezłe foczki na zdjęciu

dsc04694-01

gdzie by tu teraz?

dsc04663-01

program bezpieczne morze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Hel osiągnęliśmy w porze obiadowej. Mieliśmy rezerwację lokalu w samym centrum deptaka – właścicielka wpuściła nas na malutkie podwórko, przy pensjonacie, gdzie pozostawiliśmy Aquilkę na czas pobytu na Helu. Nasz pensjonat znajdował się przy samej ul. Wiejskiej, umiejscowienie tam motocykla, częściowo wyeliminowało jeżdżenie motocyklem po Helu. Jak już wjechaliśmy pod zakaz, przejechaliśmy przez wąskie drzwi, nie chciało nam się ruszać sprzętu aż do wyjazdu.

img_20160723_182055572-01

Latarnia morska

img_20160723_182325939-01

Latarnia morska

img_20160723_182304274-01

Latarnia morska

img_20160722_092809868-01

Słowacja na harleyah, jest też buell

img_20160721_220813400-01

Szanty, aż miło

img_20160723_112341226-01

Plażing smażing

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czas spędzony na Helu miał być stricte poświęcony na odpoczynek. I tak też udało nam się to wszystko zorganizować. Połaziliśmy, pośpiewaliśmy szanty (mieliśmy wśród nas takiego KOwca, który organizował śpiewanie wszystkim obecnym w knajpie, jak śpiewamy, to śpiewamy wszyscy, ejj, nie śpiewasz, widzę Cię), poimprezowaliśmy trochę, kąpaliśmy się w Bałtyku, jedliśmy dobre rzeczy, jedliśmy też trochę niedobrych (ble), spacerowaliśmy po plaży, widzieliśmy foki itp.,itd.,. Byłoby całkiem fajnie, gdyby nie zaczęło padać. I tak część tego cennego czasu, spędziliśmy w pensjonacie, nad książką.

img_20160723_192717429-01

czasami: nie ruszaj, nie wystarczy

img_20160723_191449522-01

Bóg tak chciał

img_20160723_191615437-01

moto-goście koncertu

img_20160723_193417767-01

hel’owe obżarstwo

 

 

 

 

 

 

Na sam koniec, trafił nam się jeszcze koncert zespołu 4Szmery, a trzeba mocno zaznaczyć, że to nie byle gratka – 4Szmery to najlepszy AC/DC tribute band w EU.

untitled-01

w drodze z Helu

img_20160724_101700043-01

Aquilka nad morzem

untitled6-01

Hyo nad morzem

 

 

 

 

 

Toruń.

Kolejnym etapem naszej podróży był Toruń. Urwaliśmy się od naszych Współwakacjowiczów, by pognać w stronę miasta astronomicznego. Całą drogę od półwyspu, aż do wyjazdu z Władysławowa jechaliśmy po motocyklowemu, czyli pomiędzy samochodami. Korki były niesamowite. Odnośnie Szeryfów – trafił nam się Szeryf w drogim SUVie. Zasada identyczna z już powiedzianą, on nie jedzie my nie jedziemy. Do tego stopnia próbował nas zablokować, że cóż powiedzieć, przywalił w tył samochodu przed nim. Może gdyby jeszcze nie rozmawiał przez telefon.. Ehh. A tak, to za momencik, obydwa autka były na poboczu, wraz z właścicielami i nadchodzącą awanturą. W drodze znowu było pochmurnie i deszczowo, chociaż trzeba przyznać, iż dalsza część drogi przebiegła bez problemu.

img_20160724_130343853-01

Kawałeczek przed Gdańskiem, skorzystaliśmy z zaproszenia Marka. Marek również ujeżdża Hyosunga Aquilę, zagląda na mniejniżćwiartkę i właśnie przez fejsbooka blogowego się z Markiem poznaliśmy. Wpadliśmy więc do niego, poznać się w końcu osobiście. Wypiliśmy kawę, popróbowaliśmy pysznego ciasta i po miłych pogaduszkach, ruszyliśmy dalej. Marku – przypominamy się z zaproszeniem do Krakowa, szczególnie miej na uwadze DGR!

 

Po drodze, kolejne smarowanie łańcucha, przerwa na jedzenie i dalej do celu.  

Toruń osiągnęliśmy popołudniem. Szybko przebraliśmy się w cywilne ciuchy, aparat do plecaka i dalej na miasto. Pyszna pizza w polecanej Piccolo, a następnie spacer po Starówce Toruńskiej, uwieńczony napojem wyskokowym. Toruń jest pięknym miastem, mieliśmy sporo skojarzeń do Krakowa, Wrocławia. Piękny Rynek. Mnóstwo zabytków, przepiękne legendy, wspaniałe miejsca. Niestety, w porze o której wyruszyliśmy na zwiedzanie, wszystkie te zabytki były pozamykane. Więc pooglądaliśmy wszystko z zewnątrz, dom Kopernika, Ratusz, Obserwatorium. Nawet karcer osiołkowy z zewnątrz oglądaliśmy. Dobrze, że chociaż lody od Lenkiewicza mogliśmy spróbować do wewnątrz. Poznaliśmy Krzyżaka, widzieliśmy ruiny zamku. Trafiliśmy nawet na Smoka Toruńskiego. I kota, o którym historie są dwie i tak naprawdę nie wiadomo, czy na dachu jest kot ratownik, czy stęskniona kocia bestia.

img_20160724_190625254_hdr-01

Mike w Toruniu

img_20160724_185448112-01

Dom Mike’a

img_20160724_185500211-01

Dom Mike’a

img_20160724_192821933-01

Krzyżak, nie pająk

 

 

 

 

 

 

Poszwendaliśmy się trochę, a następnie po uzupełnieniu płynów udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Dalsza część trasy powrotnej miała być przedzielona przerwą i nocnym odpoczynkiem– na początku myśleliśmy o Łodzi, potem o mieście na Śląsku. I tak jakoś myśleliśmy, myśleliśmy i w końcu wymyśliliśmy, że pojedziemy prosto do domu. A żeby było szybciej, wybraliśmy autostradę A1.

img_20160724_190718012-01

Osiołkowy karcer

img_20160724_184428540-01

Krzywa wieża

img_20160724_182340634-01

Toruń

img_20160724_184224802-01

Budynek Uniwersytetu

 

 

 

 

 

 

I tak, proszę Państwa, nasz obładowany Hyosung 125 ccm wylądował na drodze szybkiego ruchu, mając do pokonania około 200 km.

Żeby wzmóc dramatyzm, nie omieszkam wspomnieć, iż przed wyjazdem, zajechaliśmy do rometowego serwisu, celem oglądu motocykla. Dostaliśmy tam informację, że czeka nas, w jakieś niezbyt odległej perspektywie, wymiana zestawu napędowego zwanego popularnie – napędem. Dla tych którzy nie wiedzą, napęd składa się z dwóch kół zębatych i łańcucha, jest częścią eksploatacyjną. U nas ta część, jak się okazało, była już mocno wyeksploatowana. Ustaliliśmy jednak z serwisantem, że te 2000 km naszej wyprawy, powinien jednak wytrzymać. Nie da się ukryć, że wytrzymał. Ale …

img_20160724_191326479-01

Lody od Lenkiewicza

img_20160724_201933243-01

Starówka z kotem

img_20160724_181852880-01

Toruń

dsc04767-01

Kot Józka

 

 

 

 

 

 

 

Aquila na autostradzie dostała skrzydeł. Gnała jak szalona. Przez chwilę mieliśmy na liczniku 125 km/h (tak, było z górki… tak, długo było z górki… i tak, mam to gdzieś na ttttaśmie). Udało jej się nawet wyprzedzić kilka tirów. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie napęd – mniej więcej po ¾ autostradowej trasy, łańcuch rozciągnął się do stopnia, w którym, przy odpuszczaniu gazu, każdorazowo walił w złożoną stopkę centralną. Tak więc, kawałek za Łodzią, zjechaliśmy z autostrady i wjechaliśmy na terytorium najlepiej w Polsce oznaczonych dróg, czyli Śląsk. Żeby było lepiej – zaczęło padać.

Po kolejnej chwili, sytuacja doprowadziła mnie do stanu, nad którym można by już załamywać ręce. Zaczęliśmy już całkiem mocno rozglądać się za jakimś lokalnym mechanikiem. Dopiero na końcu Ząbkowic Śląskich, zwróciliśmy uwagę, na budynek serwisu samochodowego. Budynek będący nieco z tyłu, z kiepską wysypaną klińcem drogą, obok góra opon – generalnie, nic co budziło by zaufanie na starcie. Ale cóż było robić, liczyliśmy na to, że ktoś może nam chociaż klucze do regulacji naciągu pożyczy. Zajechaliśmy przed budynek, zleźliśmy z motocykla, zdjęliśmy kask, rękawice i weszliśmy do środka. Naszym oczom ukazała się lada przy ścianie, w całości wyłożonej amerykańskimi tablicami rejestracyjnymi, przy ladzie stały dwa, wspaniałe, Harleye-Davidsony. Lepiej trafić nie mogliśmy. Okazało się, że serwis prowadzą właściciele maszyn, którzy od razu zadeklarowali pomoc. Czekając chwilkę na wolne stanowisko, poznaliśmy jednego z klientów warsztatu,również zapalonego motocyklistę. Bardzo dziękujemy za pomoc.

img_20160725_135532445-01

Przerwa w trasie

untitled1-01

Jadymy

 

 

 

 

 

 

Po naciągnięciu łańcucha, ruszyliśmy w dalszą drogę. Deszcz przybierał na sile i do samego domu dojechaliśmy już kompletnie mokrzy. Całość podróży z Torunia, wliczając 40 minutową przerwą na jedzenie i 30 minut w warsztacie harleyowców,  zajęła nam około 9 godzin.

Bilans podróży:, podarte siedzenie, kompletnie przemoczone i zdewastowane buty, niewdzięczny ból dolnej części pleców – zwanej potocznie na literkę d…, umiejętność błyskawicznego pakowania maszyny w deszczu, umiejętność błyskawicznego ubierania przeciwdeszczowych skafandrów – również w deszczu, a na koniec: ogromna radość i duma z pokonania ponad 2500 km w siodle. Kupa pięknych, niezapomnianych, jedynych w swoim rodzaju, wspomnień. I ogromna radość –  udało nam się razem z aquilką wykonać nasz szalony plan. Dojechaliśmy z Krakowa na Hel i wróciliśmy z powrotem, na maszynie z małym silnikiem, ale ogromnym sercem.

g0011260-01

DZIĘKUJEMY!

Było nam bardzo miło, że śledziliście nasze wpisy na facebooku, że komentowaliście i klikaliście łapki pod publikowanymi zdjęciami – dawało nam to masę pozytywnej energii, tak naprawdę kręciliście te kilometry wraz z nami. Dziękujemy.

3 Comments

  1. Marek

    DGR! Tak jest!:) W 2017 widzimy sie w Krakowie!:)

    Reply
  2. Rafał

    WItam 🙂 Zawsze w takiej trasie trzeba mieć przy sobie klucze i to nie tylko te, potrzebne do regulacji napędu 🙂 Z doświadczenia wożę zawsze jeszcze zapasowe żarówki, taśmę, trytki, klej super glue i linkę stalową taką do przerzutek rowerowych 🙂
    Na Helu warto było zobaczyć Muzeum Obrony Wybrzeża. Jak będziecie kiedyś jeszcze w tych okolicach to chętnie oprowadzę po ciekawych miejscach w zależności od Waszych preferencji (mieszkam niedaleko Redy przez którą musieliście jechać wracając z Pucka). Toruń piękne miasto i zawsze lubię tam wrócić jak jest trochę wolnego.
    U mnie po 4500 km musiałem wymienić napęd. Miałem tak ch… łańcuch, który wyciągał się tak nierównomiernie, że podczas jazdy szarpało i w gratisie wybiło mi gumę zabieraka i łożyska w tylnym kole.. Koszt niemały..
    W dwa miesiące udało mi się zrobić 5000 km a teraz Hyousunga czeka zasłużony, zimowy odpoczynek 🙂 Chciałem jeszcze pojechać 4 raz w tym roku na 125cm3 na Podkarpacie i 3 raz w Bieszczady bo mam kilka dni urlopu ale jednak pogoda już nie ta i krótkie dni.. No cóż trzeba zaczekać bo plany na nast trok już są 🙂
    Zapraszam do mnie 🙂
    http://www.hyosungaquila125.wordpress.com
    Pozdrawiam 🙂

    Reply
    1. riderrider (Post author)

      Hej. Tak do końca, to nie była kwestia samych kluczy. Klucze mam zawsze przy motocyklu. Do tego multitool, taśmy różne itp. Fakt, żarówek i dętki nie wożę, ale przy okazji tej naszej wycieczki szarpnąłem się nawet na moto-assistance 🙂 Bardziej tu chodziło o to, czy w ogóle z tym łańcuchem dojedziemy do domku :). A z tym kluczem, to bardziej o kawałek suchego miejsca do rozpakowania gratów. Przed samym wyjazdem odwiedziliśmy serwis, gdzie wymieniłem właśnie: gumę zabieraka. Ustaliliśmy też z serwisantem, że wakacje jeszcze przejezdzimy, ale po powrocie – łańcuch do wymiany.
      Dzięki, jak będziemy się wybierali na północ, damy znać. Podobnie w drugą stronę – gdybyś wybierał się w nasze rejony, też daj znać. Chętnie się spotkamy i pojeździmy razem.
      A w Gdańsku mieszka kolega aquilkowiec – Marek, stuknę do niego, z Twoim namiarem 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *